7 stycznia 2018

Dziecięca radość



Zimowy czas jest dość specyficzny. Niby zimno, ciemno i mróz szczypie w policzki, jednak grudzień ma w sobie wyjątkową magię. Uwielbiam szczególnie te kilka dni, kiedy mimo natłoku obowiązków i ogólnemu bałaganowi znajduję też chwilę na refleksję i przemyślenia. Święta zawsze kojarzyły mi się z rodziną siedzącą przy wspólnym stole, dzielącą się opłatkiem przy składaniu życzeń, śpiewającą kolędy i radośnie wypatrującej pierwszej gwiazdki na niebie.

6 listopada 2017

Co niesie nam jesień


Nigdy nie lubiłam jesieni. Odkąd tylko pamiętam zawsze kojarzyła mi się z zimnem, lodowatym powietrzem łaskoczącym policzki i wszechobecnym deszczem. Oczywiście, piękna, złota jesień i to na wyciągnięcie ręki jest czymś wspaniałym, ale nie czarujmy się, w naszym klimacie z tym złotem to bywa różnie.  

Jesień była dla mnie czymś zbędnym, zupełnie niepotrzebnym.  Nie lubiłam, a wręcz nienawidziłam czerwonego z zimna nosa, deszczu pojawiającego się akurat wtedy, gdy trzeba wyjść z domu i tych warstw odzieży, którymi człowiek owija się szczelnie jak mumia, byleby ciało nie odczuło wiatru i chłodu. Z wielką radością marzyłam o tym, by zapaść, jak ten niedźwiadek, w sen, przespać to, co złe i obudzić się na wiosnę, gdy nieśmiało pojawiają się pierwsze słoneczne promyki. Zanurzyć się w cieple łóżka, pod ulubionym kocem i spać, spać, spać...

24 września 2017

Ten ważny dzień


 Dwa lata minęły jak jeden dzień!
Miesiąc temu świętowaliśmy drugie urodziny Zuzy. Może będę mało oryginalna, ale serio, nie wiem kiedy ten czas zleciał! Jeszcze niedawno miałam w domu maleńką, bezbronną istotkę, a tutaj proszę bardzo- całkiem duża dziewczynka. Dziewczynka, która jest już bardzo samodzielna, chętnie rysuje i ogląda książeczki, a nawet umila nam czas śpiewaniem piosenek z przedszkola. Całkiem sporej ilości piosenek. Od samego rana.
Zanim zostałam mamą całkiem inaczej wyobrażałam sobie macierzyństwo. Jasne, myślałam realnie i wiedziałam, że nie jest to prosta i lekka sprawa. Rzeczywistość także zweryfikowała dość szybko moje myślenie.  

12 września 2017

Wielki powrót, czyli o tym, dlaczego porzuciłam bloga i czy wracam do pisania

Mówi się, że początki bywają trudne. Jednak powroty, szczególnie po długiej przerwie, bywają zdecydowanie trudniejsze. I chociaż nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki ja zdecydowałam, że zaryzykuję. Bo nie chcę obudzić się pewnego dnia z myślą, że przegapiłam swoją szansę.
No dobrze, lecimy z tematem...
       
Moja spowiedź
      Pisanie było moją pasją odkąd tylko pamiętam. Zaczęło się od prowadzenia pamiętnika, w którym opisywałam wszystko, co leży mi na sercu. Do dziś 6 sztuk lekko pożółkłych, pękatych zeszytów uśmiecha się do mnie z gabinetowej półki. Potem przyszedł czas na wiersze, które i tak w końcu lądowały w szufladzie i teksty piosenek, których nikt nigdy nie zaśpiewał.Jak więc widzicie pisanie towarzyszy mi od dawna. Nie tylko w szkolnej ławce.
      W końcu dorosłam, ale chęć pisania i dzielenia się moimi przemyśleniami z innymi była silniejsza. I tak wpadł mi do głowy pomysł pod tytułem "Zakładam bloga". Nie myślałam nigdy o tym, żeby robić to dla zysku, sławy czy nie wiadomo czego jeszcze. Po prostu chciałam te moje wypociny komuś zaprezentować.
Za każdym razem z drżeniem serca obserwowałam statystyki i byłam niesamowicie szczęśliwa, gdy zobaczyłam ile osób czyta, albo raczej, że w ogóle ktoś czyta to, co ja piszę. Bo statystyki...Zresztą chrzanić statystyki- przecież nie dla nich tutaj jestem! A zatem dla kogo? No przecież, że DLA WAS!!

I tak sobie płynął czas, płynęły dni jeden po drugim. Starałam się szukać dla Was ciekawych tematów, pisałam, co myślę na różne tematy, czasem pokazałam też coś, czego używam/używałam i jaka jest moja ocena. Niestety do mojego domu wtargnął, i w dość brutalny sposób wszystko poprzestawiał,jednej niezwykle trudny temat. BUDOWA DOMU. Brr....do tej pory, jak o tym pomyślę, mam ciarki na plecach. Kiedy kupowaliśmy dom wydawało mi się, że bez problemu uda mi się połączyć obowiązki zawodowe, opiekę nad Zuzą i blogowanie. Dość szybko jednak rzeczywistość strąciła moje różowe okulary. Kto podjął się kiedyś pracy nad własnym domem ten szybko zrozumie, w czym rzecz. Budowa domu, nie ważne czy od podstaw, czy też tzw. "wykończenie" to wbrew pozorom nie lada wyzwanie. Obowiązków dochodziło coraz więcej i więcej i więcej, a czasu na przyjemności brakowało. I przyszedł czas, że mój blog zamarł. Ostatni post pojawił się przed Świętami Bożego Narodzenia. I nastała głucha cisza.

 Przepraszam.
Wybaczcie mi, Kochani Czytelnicy, ale te ostatnie miesiące przed wprowadzeniem do Naszego Nowego Domu to był istny koszmar. Nowe pomysły, kombinacje, szukanie inspiracji, by móc je potem zrealizować. Albo chociaż spróbować. Szczególnie ostatnie 2 tygodnie lipca to była istna jazda bez trzymanki. Praktycznie zero snu, ewentualnie jakieś kilka godzin. Litry kawy, przeważnie zimnej, bo trzeba dopiąć wszystko na ostatni guzik. Załatwienie formalności w starym żłobku Zuzy i w nowym żłobku. Mnóstwo spraw do ogarnięcia. I Przyznaję bez bicia, że nie miałam nawet chwili, by pomyśleć nad postami czy porobić fajne zdjęcia, którymi mogę się podzielić. Zagryzłam więc wargi i czekałam. Czekałam, aż minie trudny czas i dobra passa powróci.Nie chciałam usuwać bloga, bo gdzieś w głębi serca czułam, że kiedyś wszystko się ustabilizuje i wrócą dawne zwyczaje.

Co dalej z blogiem?
Czy wznawiam pisanie i prowadzenie bloga? Z radością Wam oznajmiam, że TAK!!! Być może posty będą pojawiały się rzadziej, ale na pewno postaram się pisać do Was regularnie. Wracam z podwójną siłą, planami i motywacją do działania. A tą motywację dajecie mi Wy- Czytelnicy. Ciszę się, uczestniczycie w naszej codzienności, dzielicie się swoimi przemyśleniami, komentujecie i lajkujecie. Bez tego wielki powrót nie byłby mi pisany.
Dziękuję, że jesteś tu z nami, drogi Czytelniku. Zapukaj, zobacz i zostań z nami na dłużej.


BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI SKOMENTUJESZ TEN TEKST, A JEŚLICHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO- ZAPRASZAMY NA FANPAGE'A :)